niedziela, 14 lutego 2010

Zimowy spacer

Co prawda pragniemy już wiosny, ale w niedzielę, gdy akurat nigdzie się nie spieszymy i nigdzie nie wyjeżdżamy, no i jest jasno, gdy jesteśmy we wsi, to zima nie jest taka dokuczliwa. Wówczas przypomina mi się, że trzeba korzystać póki jest śnieg, bo na 99% przez kolejnych parę lat będzie go jak na lekarstwo. A jak korzystać, to na saneczkach, niestety górek u nas nie ma, więc pozostaje spacer.


Droga do lasu:
Pierwsza wywrotka na potraktorowych koleinach:

Druga wywrotka:

Łapki zmarzły, więc tato pożyczył swoje rękawiczki:

Tata też zaliczył wywrotkę, gdy noga ugrzęzła w śniegu:

Od pewnego czasu rzadko chodzimy do tego lasu, przyczyna jest prosta - masa śmieci. Jednak tym razem śnieg sprawił, że o śmieciach w ogóle się nie myślało. Nawet w pewnej chwili przebiegły nam drogę 4 sarenki, ale nie zdążyłam zrobić zdjęcia, bo zaraz zniknęły po drugiej stronie lasu.

Gdy wyszliśmy z innej strony lasu zobaczyliśmy taki oto piękny domek. Wybudowany w ubiegłym roku. Ma nawet wbudowaną tablicę z datą.


Laurka zapozowała z bałwanem napotkanym pod lasem:


Tutaj mała zrobiła nam zdjęcie:
A tutaj tato uwiecznił, jaką ma silną córkę:
Na koniec orzełek, już na ogródku, żeby można było się szybko przebrać:
Pozdrawiam

piątek, 12 lutego 2010

Fantazjowania cd.

Dzisiaj wróciła Laura z przedszkola z pomalowanymi na różowo paznokciami (a jakiś czas temu z pomalowanymi na czarno)

- I co, znowu Nicola przemyciła do przedszkola lakier?
- ;-) ;-)
- Ciekawe, że pani nie zauważyła jak się malujecie, schowałyście się w toalecie?
- Nicola miała taki specjalny perfum, którym nas popsikała i stałyśmy się niewidzialne.
- Co ty powiesz, a tak na prawdę?
- Na prrrawdę, too znalazłyśmy takie tajemne psejście do malownika i tam się malowałyśmy i robiłyśmy sobie tatuaze.
- Laura, ale bajki opowiadasz, powiesz jak było?
- Schowałyśmy się w safie.

Szczerze mówiąc nie sądzę, żeby ostateczna wersja była tą prawdziwą, ale nie miałam już siły drążyć.

czwartek, 11 lutego 2010

Stare dobre? małżeństwo ;-)

Dziś mija 15 lat jak stanęliśmy na ślubnym kobiercu. Niestety romantycznego wieczoru spędzić nie mogliśmy, bo po raz kolejny rocznica wypadła w tygodniu, a więc małżonek we Wrocławiu.
Za to romantycznie pozasuwałam znów z łopatą do odśnieżania, gdyż zima nie daje za wygraną. Łopata nowa, dzisiaj kupiona, można by rzec prezent rocznicowy sobie sprawiłam.
Nad prawdziwym PREZENTEM właśnie pracujemy i bardzo mocno ściskamy kciuki, żeby nasze marzenie się ziściło, nawet jeśli będziemy mogli się nim obdarować dopiero na wiosnę, a skorzystać w pełni latem. Czas pokaże.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Czasem mnie zaskakuje...

Dzisiaj mała pożaliła się na koleżanki w przedszkolu.
"Moje kolezanki mnie nie lubią. Nie chcą mnie słuchać i zasłaniają sobie usy i dokucają mi. Tylko Zuzia, Oliwia i Malwinka tak nie robią. Ale mi było smutno i posłam do łazienki. Usiadłam na podłodze i pomodliłam się do Boga, tak po cichutku, w myślach..."


Kilka dni temu popuściła wodze fantazji:
- Dziaj w psedskolu były tylko suche bułki i chlebek z masłem.
- No jako to, a obiadku nie było?
- Nie było.
- Na pewno był, coś mnie tutaj czarujesz. A ziemniaczki i mięsko?
- Było malutko ziemniacków i tylko maluski dostały.
- Ej, co Ty opowiadasz, na pewno dostaliście obiadek.
- Nie, bo pana kuchaza nie było, a panie woźne nie potrafią gotować.
- Na pewno potrafią, przecież w domu gotują.
- Nie, w domu gotują ich męzowie...
Dodam, że tego samego dnia pani woźna pochwaliła Laurę, że wyjątkowo pięknie wszystko jadła ;-), a mała skubana mówiła bardzo przekonująco.

piątek, 22 stycznia 2010

Na zakupach :)

W sklepie tatuś pokazując na słoiczek kremu czekoladowego i proponuje Laurce:
- A może kupimy taką Nutellę?
- Dobze, od lat jej nie jadłam!

niedziela, 10 stycznia 2010

Komplet dla Luizki

Parę dni temu zrobiłam szal, a wczoraj czapkę Peruwiankę, wg opisu Zdzid.




Czapka była wydziergana z myślą Wielkiej Orkiestrze, gdyż jako harcerka Luiza miała brać udział akcji. Miała, ale nie pojechała. Wszystko dookoła zamarzło, śnieg pokryła warstwa lodu, a kłódka do garażu cała w lodzie, nie było jak wsadzić klucza. W odmrażacz nie zaopatrzyłam się, później jeszcze spróbuję się dobrać, może przy pomocy gorącej wody?

wtorek, 5 stycznia 2010

Rozlewisko

Ostatnio każdą moją wolną chwilę pochłania "Rozlewisko" Małgorzaty Kalicińskiej. Cudnie się czyta. Robótki zeszły chwilowo na dalszy plan, choć dzisiaj muszę się zmobilizować żeby przerobić ściągaczem jeszcze kilka rządków Azteki i Luiza będzie miała nowy, ciepły dwumetrowy szal. Przyda się na pewno na obecne mrozy.